Bieszczady na motocyklu

Ludzi niewielu, samochód przejeżdża raz na kilkanaście minut. Śniadanie jem na schodkach domu wsłuchując się w śpiew ptaków i ogólnie panującą ciszę. Plan na dzisiaj objechanie słynnych pętli bieszczadzkich. Jazda po serpentynach za dnia to sama przyjemność, rozgrzany asfalt i piękna pogoda sprzyja jeździe. Problemem jest tylko, co szybko zauważyłem, niewiadoma co czeka nas za zakrętem i w samym zakręcie. Kilka łach piachu, osoby ścinające zakręty czy tez zaprzęgi konne hamowały torowe zapędy. Trasa Ustrzyki Górne - Lesko super, odcinek Lesko - Ustrzyki Dolne jako, że to krajówka już nudniejsze, ale kawałek łączący Ustrzyki Dolne z Górnymi znowu miodzio. Jednak nic nie przebije małej pętli bieszczadzkiej. Zakręt za zakrętem, ruch wręcz zerowy. Mały postój w Polańczyku kolejny, wręcz obowiązkowy w Solinie i fotki na tamie.

Kłomino - opuszczone miasto

W stronę Bornego Sulinowa ciągnęło mnie już od dłuższego czasu, Miejscowość, która nagle pojawia się na mapie przyciągała jak magnes. Wiele opisów wskazywało, że warto pojechać w tamte strony. Dodatkowo okazało się, że w pobliżu jest jeszcze lepsza atrakcja - Kłomino opuszczone, wymarłe miasto.
Chętny na wyjazd był Rafał jeżdżący Suzuki Volusia 800 - współpracownik i współlokator w  garażu. Wyjazd umówiony na niedzielny poranek, zapowiadana pogoda znośna.
Rafał jedzie z pasażerką, ja niestety sam. Szybkie tankowania i w drogę. Sama jazda bezproblemowa, na pasie chociwelskim po raz kolejny zbliżam się do magicznej prędkości z dwójką na początku, jednak zgodnie z przyjęta zasadą nie przekraczam jej.

 

© namotocyklu.pl wszelkie prawa zastrzeżone