Motocyklowy Rajd Zgniłej Pyry "W doborowym towarzystwie"  12.10.2008r.

1

Pierwszy raz o rajdzie „Zgniłej Pyry” usłyszałem na wiosennej „Pękniętej Gumie” organizowanej przez chłopaków z Moto-Kliniki. Miał to być podobny rajd na orientację organizowany z większym rozmachem w okolicach Poznania (de facto osoby, które o tym mówiły przy grochówce stwierdziły, że to strasznie daleko wiec się tam nie wybiorą). Temat został przeze mnie zapomniany do jesieni. Podc2zas surfowania po necie znalazłem info że jest organizowana kolejna, jesienna edycja. Rzucone info na forum Halo Szczecin spotkało się ze sporym zainteresowaniem. Szybki telefon do Piotrka (BMW GS1150 adv) i decyzja --> zapisujemy się i jedziemy.
Z racji odległości i pory roku wyjazd w sobotę z noclegiem w Poznaniu a powrót po rajdzie w niedzielę. Przed wyjazdem okazało się, że akurat mam zmianę w sobotę co skomplikowało trochę nasze plany wyjazdowe. Piotrek rusza sam ze Szczecina ok. 10 (jak się później okazało jechał ponad 5 h prawie, że leśnymi duktami) ja dopiero po 15. Zmiana w pracy pozwala jednak na spokojne podzwonienie po pensjonatach i zarezerwowanie noclegu. I kolejny zonk. W mieście jest akurat jest maraton, więc wszelkie miejsca noclegowe „po norm3alnych cenach” pozajmowane. Ogólnie udaje się znaleźć pokój za 60 zł od łebka z ogrodzonym parkingiem na motocykle. Po 2,5 h melduje się w Poznaniu, telefon, namierzenie 4Piotrka i pensjonatu. Zrzucamy taboły w pokoju i ruszamy na nocna śmiganie po mieście. Na początek słynny Stary Browar. Po raz kolejny budynek robi wrażenie. W strojach motocyklowych zwracamy na siebie uwagę. Kolejne miejsce - poznański rynek. Na jednych z ogródków wystawiony telebim przyciąga kibiców polskiej drużyny (Polska–Czechy). Podobno wygraliśmy a dwa wybuchy radości potwierdzają strzelenie dwóch bramek. Wieczorną jazdę po Poznaniu kończymy koło dworca na słynnej budce z półmetrowymi zapiekankami.

Drugi 6 dzień to wczesna pobudka, startujemy spod hotelu ok. 7.30 by przy zapisach nie stać w mega 5kolejce. Na miejscu zbiórki w Zalesiu (pod globusem jak na Nord Cap) meldujemy się godzinę później. Dojeżdżają kolejne sprzęty. Duże zróżnicowanie od skuterów, enduro po świecącą armaturę z wbudowanymi radiami i duże quady. Wybieramy trasę szutrową, dostajemy mapki i jako pierwsi startujemy w trasę, tylko po to by przy najbliższym sklepie zatrzymać się na śniadanie. Na trasie początkowo  podłączamy się pod Afrykę i Super Tenere, później pod kolejne 2 Afryki. Trasa super rozpisana, asfaltu może z 15-20%. Jako, że nie padało trasę można było pokonać na szosowych oponach (zresztą bardzo to dziwiło ludzi jadących na kostkach, że na takich można się ładować w teren).

7 8 9

Przygotowanych 12 zadań konkursowych sprawdzało i 10spostrzegawczość i pozwalało się wyszaleć. Trzeba było znaleźć napis zostawiony 11 przez Gonie na ławce, odnaleźć starą Nyskę, poddać się zadumie w miejscu kadzi Polaków, poczuć zapach prawdziwego obornika. Najciekawsze dwa to oranie pola na terenie „pagórkowatym”. Tu glebę zaliczamy oboje. Nie zawsze jednak jadąca grupa motocykli była odbierana pozytywnie przez przechodniów. Wymowne stukanie się w czoło, gniewne gesty … szkoda.  Trasa szutrowa czasami mijała się z trasa asfaltową. Pozwoliło nam to na ocenienie jak duża ilość motocykli przystąpiła do zabawy. Wg organizatorów było ich ok. 450!!!

12 13

Ogólnie rajd miał w naszym wydaniu ok. 140 km --> zakończył się w miejscu startu wspólnym ogniskiem, kiełbaskami i grochówką.

Filmik zapożyczony od chłopaków z forum Africa Twin oddajacy klimat rajdu

Więcej fotek i informacji na temat rajdu na stronie organizatorów

wszystkie moje fotki z rajdu

 

© namotocyklu.pl wszelkie prawa zastrzeżone