

Wszystkie relacje z wyjazdów
Rok 2009 - wybrane:
• Bieszczady na motocyklu
• Kłomino wymarłe miasto
Rok 2008 - wybrane:
• Śluza w Niederfinow
• Wyspa Rugia i Rostock
• Chorwacja
• Majówka - Kaszuby i wybrzeże
Wszyscy jadą zagranice i wrzucają na portal nasza-klasa zdjęcia to i my nie możemy być gorsi. Też gdzieś pojedziemy i lansa zaliczymy :). Ale na poważnie postanowiliśmy, że w urlop pojedziemy motocyklem do Chorwacji. Początkowo miało to być ze znajomymi jako wykupiona wycieczka później, że jednak sami i pod namioty. Mieliśmy całą zimę na skompletowanie ekwipunku obozowego, który i tak chcieliśmy odświeżyć. Z resztą posezonowe ceny były wyjątkowo kuszące. Dodatkowo zimowe wieczory spędzaliśmy na czytaniu relacji innych podróżników. Kurier szybko przywiózł brakujący ekwipunek. W głowach narodził się plan jak, kiedy, gdzie jedziemy i co zwiedzimy po kolei. Plan ambitny - przejechać Chorwację od góry do dołu zaliczając Plitvickie Jeziora. Wyjazd w drugi majowy weekend + tydzień wolnego czyli 21.05.-01.06. Szybki przelot autostradami niemieckimi do Austrii, później kawałek Słowenii, i wjazd do Chorwacji w okolicach Istrii. W planach zwiedzanie Rijeki, wyspy Krk, Plitvickich Jezior, Zadar, Split, Makarska i cel naszej podróży Dubrownik. Wszystko trasą wzdłuż wybrzeża [8]. Wyjazd typowo spontaniczny, nocowania w namiotach, jedzenie we własnym zakresie z kuchenki gazowej + obiady „na mieście”. Powrót, w miarę możliwości finansowych i czasu, przez Bośnię i Hercegowinę czyli Mostar, Sarajewo, Bania-Luka do Zagrzebia i powrót przez Niemcy. Trasa obliczona na ok. 4500km, budżet ok. 4000 zł. Wszystko zaplanowane …
Kwiecień 2008 moje imieniny – jako prezent dostaje test ciążowy z dwiema kreseczkami. A jednak w końcu :). Kolejne wizyty u lekarzy nie przekreślają naszych planów na wyjazd. Super…
Mija tydzień, drugi, simering cały czas podróżuje z centrali do Szczecina. Bez paniki jeszcze grubo ponad tydzień. W międzyczasie próbne pakowanie w sakwy i tankbag. Razem mamy ponad 110 l pojemności. Na oko widać, że miejsca będzie aż nadto…
3 dni do wyjazdu … Gdzie ten simering czy głupia gumka załatwi nam wyjazd? Uruchamiam kontakty w firmie, przeglądamy stany magazynowe salonów Suzuki w Polsce. Są dwa ASO gdzie te części są na miejscu, szybki telefon, nic z tego części czekają pod zamówienie. Nic to, mieszkamy przecież przy granicy, najbliższe niemieckie ASO w Schwedt. Telefon, kein problem, simer do odbioru na jutro. Niemiecka solidność to jednak prawda.
2 dni do wyjazdu… Odbieram telefon, zamówiona 3 tygodnie temu cześć w szczecinie czeka na odebranie koszt ok. 14 zł. W pracy siedzę jak na szpilkach. Wieczorem do garażu i szybko zmiana oleju, filtra, świec, szybki przegląd i mycie przed wyjazdem. Kończę ok. 1 w nocy. Wszystko gotowe.
1 dzień do wyjazdu … Rano pobudka, szybko na motocykl i traska ok. 100 km celem dotarcia nowej opony. Po 50 km na parkingu zauważam plamę świeżego jasnego oleju pod motocyklem, Kurde coś cieknie. Nic, z powrotem na Szczecin, do mechanika, szybka diagnoza, wymiana podkładki miedzianej załatwia sprawę, dodatkowo utwardzam tylni amortyzator. Problem rozwiązany. Kolejna sprawa ubezpieczenia motocykla i zdrowotne/turystyczne dla nas. Kolejka w jednym, odpuszczamy, u następnego brokera już bez problemów. Zakup euro. Niby nic trudnego, co to dla kantoru 700€. A jednak kolejne dwa nie mają takiej sumy, co więcej jeden z nich nie ma w ogólne nic na sprzedaż. Brakującą kwotę kupujemy w trzecim z kolei. Sami zaczynamy zauważać, że cos jest nie tak. Coś za dużo tych kłód rzucanych przez los pod nogi. Jest już 15. Na szczęście sakwy mamy wstępnie spakowane, no właśnie wstępnie. Okazuje się, że diabeł, jak zawsze tkwi w szczegółach, a dokładnie w drobnych rzeczach, które przy tego typu wyjazdach się przydają, a na które trzeba znaleźć miejsce w ograniczonym bagażu. Za trzecim razem udaje nam się wszystko upakować do toreb, dodatkowo namiot, śpiwory, karimaty. Jedziemy do garażu, Przy pakowaniu na moto kolejne problemy z mocowaniem. Jechaliśmy już zapakowani ale jeszcze nigdy aż tak. Rezygnujemy z kilku rzeczy odchudzając znacznie wagę. Co jakiś czas siadamy na motocykl sprawdzając czy jest w miarę wygodnie czy da rade tak jechać. W pewnym momencie zerkam na łańcuch, kurde, przecież on jest napięty na granicy wytrzymałości. Klucze już spakowane, wiec torba out i szybkie popuszczenie naciągu. Po ponad godzinie motocykl zapakowany, zatankowany, umyty czeka na wyjazd. Kładziemy się ok. 21 bo chcemy wstać już ok. 5 rano. To już jutro…
Dzień wyjazdu … Wstajemy zgodnie z planem raniutko. Szybka krzątanina, okazuje się, że niezbędny będzie jeszcze mały plecaczek do którego pakowane są ostatnie „niezbędne” rzeczy. Jedziemy po motocykl, mimo wczesnej pory widać że pogoda szykuje się wspaniała. Piękny początek urlopu. Wracamy pod dom by zostawić auto na parkingu, zakładamy intercomy i jazda. A jednak, mimo tak wielu przeciwności udało się nam je wszystkie pokonać. Specjalnie jedziemy przez centrum, w witrynach odbicie zapakowanego motocykla i na nas robi wrażenie. Szybko mijamy granice, początek autostrady, płyty, pierwszy postój za 50 km celem sprawdzenia mocowania bagażu czy nic się nie obluzowało. I … w pewnym momencie sam zauważam, że cos jest nie tak i słyszę w słuchawce głos Moniki, że coś zgubiliśmy. Okazuje się że zniknął śpiwór owinięty w karimatę. Najbliższy nawrót na autostradzie za kilkanaście km. Wracamy na ten odcinek, po tabołku ani śladu, jedziemy wolno, nawracamy po raz kolejny, niemiecka drogówka zaczyna nam się bacznie przyglądać co tak krążymy. Tym razem zatrzymujemy się na autostradzie i przeglądamy przydrożny rów. Nic z tego. Zatrzymujemy się na parkingu, Mocowanie karimaty cały czas jest na swoim miejscu. Z drugiej strony, taki sam pakunek, tak samo zamocowany ani drgnie. Co jest do cholery… Gdyby stało się to ileś tam set-kilometrów od domu rzeczywiście przypadek. Ale problem pojawił się po przejechaniu ok. 40 km od domu…. Wspólnie uznajemy, że nie ryzykujemy i odpuszczamy. Do domu już nie wracamy przez centrum. Humor nam jeszcze dopisuje, opuszcza dopiero w momencie gdy rozpakowujemy sakwy w domu… Przejechaliśmy tego dnia ok. 200km. Wbrew obawom motocykl prowadził się stabilnie, mimo obciążenia przyspieszenia do 140 km/h nie robiły na nim większego wrażenia.
1 dzień po planowanej dacie wyjazdu… Sprzedajemy zakupione euro, by jak najmniej stracić na wymianie. Udaje nam się też odzyskać kasę za wykupione polisy i niektóre zakupione specjalnie pod wyjazd rzeczy, przy których z jakiegoś powodu zostały metki i etykiety.
Wiele osób napisze że trzeba było mimo wszystko jechać… Może i tak, jednak pamiętaliśmy, że nie jedziemy we dwójkę ale już w trójkę. Dlatego tez odpuściliśmy, co nie oznacza że zrezygnowaliśmy. Przed nami jeszcze nie jeden sezon namotocyklu.