

Wszystkie relacje z wyjazdów
Rok 2009 - wybrane:
• Bieszczady na motocyklu
• Kłomino wymarłe miasto
Rok 2008 - wybrane:
• Śluza w Niederfinow
• Wyspa Rugia i Rostock
• Chorwacja
• Majówka - Kaszuby i wybrzeże
Nie minął tydzień od ostatniego rajdu (relacja z rajdu Zgniłej Pyry) a tu już kolejny. Kolejna edycja, już czwarta, rajdu „Pękniętej Gumy” organizowanego przez Moto Klinikę. Główna nagroda zachęcająca do wygrania nowy „w folii” Suzuki B-King.
Tym razem start rajdu zlokalizowany w Pilichowie w siedzibie firmy. Wpisowe symboliczne 10 zł. W cenie mapka, zapewniona zabawa i ciepły posiłek. Tym razem trasa przebiega przez zachodnie, podmiejskie miejscowości Szczecina.
Nauczony doświadczeniem (poprzednia edycja rajdu Pękniętej Gumy, rajd Zgniłej Pyry) na linie startu dojechałem przed czasem aby nie stać w wielkich kolejkach przy zapisach. I rzeczywiście, po uiszczeniu opłaty bez problemu dostałem numerek i mapkę. Co więcej mając numer startowy dość wysoki, wystartowałem w trasę bez dłuższego czekania. Jak
na październik wyjątkowo ciepło, nie pada. Wczesna godzina gwarantuje względnie mały ruch na trasie, zresztą znając życie mało będziemy śmigać po uczęszczanych drogach publicznych.
Jadąc po trasie widać poszczególne osoby biorące udział w rajdzie, jadące w mniejszych lub większych grupach. Pierwsza konkurencja dość odległa – liczenie bel siana w stogu. I tu okazuje się, że to nie pierwsza tylko druga atrakcja. Oznaczenie na mapce nie wskazywało na przystanek autobusowy… Poinformował mnie kolega na Suzuki SV650
który postanowił wrócić ze mną do pierwszej checkpointa. Wracając wywoływaliśmy nie lada konsternację u innych użytkowników, którzy myśleli że pomylili trasę :). Pierwszą konkurencją okazało się – wygrzebanie butelki PET z kontenera i przekopanie jej w stroju motocyklowym ponad siatkę Nie ma to jak pomysł… Nic to powrotem razem wracamy na trasę. Wiedząc jak jechać dość szybko nadrabiamy stracony czas. Trafiamy na pierwszy trudniejszy odcinek, lekko mokra glinianka. Wg mapki w przypadku trudności lepiej jechać po trawie. Wedle wskazań wskakuje na pole na mokrą trawę, kolega w SV nie poddaje się i na błocie… łapie glebę. Na szczęście bez strat. Kolejna część trasy już z bezpieczną
prędkością. Nie lada problemy miały na tym odcinku wszelkiej maści świecące kredensy, które wyprzedaliśmy. Niektóre to aż były pchane przez 3-4 osoby bo nie dawały rady na błocie. Trud się opłacił. Trafiliśmy do stadniny koni. Chwila odsapnięcia przy kolejnym zadanku i dalej w drogę. Odnalezienie ogłoszenia czy tez policzenie muchomorów nie stanowiło problemów. Kolejne konkurencje przy ognisku ze wspólnym pieczeniem kiełbasek. Co ciekawe, prawie nikt nie zgaduje ile parówek może się zmieścić w hot dogu, o imionach Teletubisiów nie wspominając. Po zjedzeniu krótki spacer w celu odnalezienia
numeru słupka granicznego. Wyjeżdżając jadąca ze mną SVka przez chwilę nieuwagi znowu ląduje na boku. Tym razem juz poważniej, lekko skrzywione lagi na mocowaniach i przesunięta lampa, naprawiamy ile możemy i śmigamy dalej. Okazuje się że właściciel ujeżdża motocykl od niedawna stąd też jeszcze brak odpowiedniego wjeżdżenia się w
sprzęt. Sam przypominam sobie swoje 2 packi w wiosennej edycji rajdu (relacja). Heh na jednej z konkurencji okazało się, że wędkarz ze mnie jak z koziej .. trąba. Nawet porządnie nie potrafiłem zarzucić :) Ale za to w porównaniu z wiosenną edycją moja wiedza z serialu „Włatcy móch” się zwiększyła. Ze znalezieniem jednej konkurencji był problem Długo szukaliśmy. Okazało się, że należało wjechać w podwórko i tam już do bólu. Na dzień dobry szybki test z wiedzy o budowie motocykla i odgadnięciu nazw kilku części, przeczytanie pocztówki po chińsku czy też porąbanie bez użycia siekiery desek z wniesieniem ich do piwnicy. Oj śmiechu i zabawy przy tym było. Co ciekawe dziewczyny walczyły na równi z facetami i nie zostawały w tyle.
Ogólnie rajd zakończył się na stacji paliw gdzie organizatorzy zapewnili uczestnikom czekającym na oficjalne zakończenie cieple napoje i mały poczęstunek. Rozdanych nagród bardzo dużo, brano pod uwagę było wiele kryteriów Cały rajd wgrała Oriana, która nowego Suzuki B-Kinga w folii zabrała ze sobą w plecaku. Wspólna fotka zakończyła całą imprezę.