

Wszystkie relacje z wyjazdów
Rok 2009 - wybrane:
• Bieszczady na motocyklu
• Kłomino wymarłe miasto
Rok 2008 - wybrane:
• Śluza w Niederfinow
• Wyspa Rugia i Rostock
• Chorwacja
• Majówka - Kaszuby i wybrzeże
Rajd motocyklowy – zawsze byłem ciekaw jak to wygląda. Rajdy rowerowe czy też samochodowe nie raz się oglądało, a nawet brało udział. Ale motocyklowy to zupełnie coś innego. Trzeba będzie skorzystać z okazji i obejrzeć. Na wielu forach pojawiała się informacja, główna nagroda nader atrakcyjna – do wygrania motocykl. Trzeba dać szczęściu okazje.
Dzień wcześniej prognoza wskazuje, że będzie ok. 5 stopni powyżej zera. Kurde na XVI edycji WOŚP temperaturowo było podobne a to był styczeń a nie połowa kwietnia. Dodatkowo cały poprzedzający imprezę
tydzień padało, w sumie mało powiedziane, lało. Ale nic tam, wyposzczony po zimowej przerwie i tak decyduje się na uczestnictwo. Rajd zaplanowany na sobotę, na 10 rano. Miejsce spotkania scena nad jeziorem Miedwie. Przyjeżdżam na czas a tu kurcze masakra . Ogromna ilość motocyklistów na parkingu i długa kolejka na zapisach. Kto by się spodziewał. Co chwilę ktoś wyskakuje na trasę, czy to pojedynczo, czy tez w większej grupie. Staje grzecznie w kolejce – wpisowe 10 zł, dostaje się mapkę. Po 20 min zauważyłem, że cały czas stoję w tym samym miejscu. Postanawiam jechać bez mapy, podłączając się pod kogoś. Pierwsza konkurencja już po kilkuset przejechanych metrach - toczenie wielkiej opony od ciągnika. O ile kierowcy płci męskiej nie mieli z tym zadaniem większych problemów, to niektóre pasażerki płci
pięknej, które również startowały już bały się o swoje paznokcie. Jadę dalej asfaltem i zamiast na punkt 2 trasy trafiam na 4. Okazuje się, że zamysłem tego rajdu nie jest tylko jazda po asfalcie, ale poznawanie i objeżdżanie wszelkich zakamarków. Także bez mapy nic sam nie zdziałam, trzeba będzie jechać za kimś. Zaczynam żałować, że jednak nie odstałem swojego z wpisowym. Kolejne konkurencje ciekawe, sprawdzające i wiedzę (odgadniecie wzoru chemicznego) i spostrzegawczość (ilość wejść w pobliskim kościele) i zdolności manualne. Na początku trasy bardzo duża ilość motocykli wszelkiego rodzaju, efektownie śmigały też quady rozjeżdżając przydrożne trawiaste pobocza. Co ciekawe albo trasa była taka trudna
albo osoby, z którymi jechałem nie do końca doczytały rozpiski bo się zgubiliśmy. Heh w innych warunkach może ktoś by się wkurzył, ale to tylko zabawa. Kilka przejechanych skrzyżowań i jak to mówią „koniec języka za przewodnika” i odnalazło się prawidłowa trasę z kolejnymi konkurencjami typu strzelanie z mini wiatrówki, czy znajomości z budowy motocykla. Kolejne kilometry, coraz dalej od głównej drogi, droga z asfaltówki
zmienia się w betonkę i później w zwykłą szutrówkę. Jadę w grupie dwóch dużych enduro, plastika i małego choppera. Na asfalcie mimo swojego niewielkiego doświadczenia trzymam się w grupie, na betonce mimo lekko dobijającego zawieszenia również staram się utrzymać tempo, chociaż już widać przewagę tych motocykli. Na jednej z konkurencji przysiadam się do jednego z nich. Wow, zupełnie inna bajka, wysoki, pasujący do mojego wzrostu, duży skok zawieszenia. Chyba trzeba będzie ewoluować w tą stronę. Tym bardziej, że na grząskim, podmokłym, błotnistym terenie chłopaki pokazali co te sprzęty, na oponach typu kostka, potrafią. Moje szosowe opony poddały się od razu, bieżnik zalepił się błotem, jazda przypominała naukę chodzenia. Udało mi się dogonić kolejna grupę też na szosówkach. Prędkość przelotowa spadała do 20-30km/h. Ale i to nie uchroniło co poniektórych od konkretnych gleb. Na szczęście wszystkie one kończyły się szczęśliwie ubłoceniem motocykla czy tez ciuchów o połamanych kierunkowskazach nie wspominając. Sam również zaliczyłem dwie niewielkie packi na
błocie wynikające z totalnego braku doświadczenia jazdy w takim terenie. Już wiem, że na takich oponach, przy takich warunkach, nie hamujemy przednim i w razie problemów z przyczepnością zbawienne może być rozłączenia napędu poprzez naciśniecie sprzęgła. U mnie bez szkód, przydatne okazały się gmole. Przygotowany odcinek do wyboru (szuter/asfalt) mający podnieść trudność rajdu okazuje się już niczym trudnym po przebytym odcinku. Wybieram trasę szutrową (rozmokłą i błotnistą), która przejeżdżam nawet trzymając nogi na podnóżkach . Kolejna konkurencja też ciekawa, przejechanie drewnianego mostku z ostrymi brzegami zjazdu i podjazdu. Determinacja co poniektórych mnie zaskoczyła. Przejechanie tego endurakiem nie stanowi większego problemu ale zrobienie tego sportem, skuterem czy tez chopkiem jest już nie lada wyzwaniem, wyzwaniem które co poniektórzy podejmowali. W całym ferworze walki
jazdy i zabawy znalazła się chwila na ciepły posiłek i herbatę. Przy tej pogodzie było to jak najbardziej wskazane. Oczywiście to przy okazji kolejnych konkurencji zręcznościowych. Jest też chwila na odsapnięcie i … obejrzenie sprzętów. Kurde tak brudnego motocykla jeszcze nie widziałem, a ten mój to pewnie nigdy nie był aż tak ubłocony. Ale jak ktoś zauważył, liczy się frajda z jazdy a błoto zmyje się na myjni. W sumie to już prawie koniec trasy. Końcowy odcinek w błocie i kałużach już nie przeraża. Ostatni zakręt i wjeżdżamy na parking przy scenie na Miedwiu gdzie rajd się rozpoczął. I tu kolejna miła niespodzianka, ostatnia konkurencja przejechanie placu jak na kursie na kat A szkoleniowym motocyklem. Mimo doświadczenia w siodle nie wszystkim to wychodziło. Zamieniłem jeszcze kilka słów z jednym z organizatorów wszystkich edycji rajdu „Pękniętej Gumy” z Dr V-ka z firmy „Moto Klinika”. Okazało się, że trasa przerosła wielu motocyklistów, wielu z nich zawracało z trasy już na samych początkach zanim zaczęło się prawdziwe błoto. Nie czekając na rozdanie nagród , zawinąłem się do domu. Informację kto wygrał poszukam już na internecie. Tak
ubłocony motocykl na mieście szczególnie na światłach zwracał na siebie uwagę. Także szybka wizyta na myjni jak najbardziej wskazana jako zakończenie jazdy w tym dniu.
Ogólnie rajdy motocyklowe to zupełnie coś nowego jak dla mnie. Zupełnie inna zabawa niż na samochodowych. W tym przypadku dodatkowe atrakcje wynikające z warunków pogodowych. Słyszałem, że następna edycja ma już być na jesieni. Tym razem startuje już z mapa i biorę udział we wszystkich konkurencjach. Co więcej rajd „Pękniętej Gumy” nie jest jedynym organizowanym tego typu w okolicach. Wiele osób pozytywnie się wypowiadało o rajdzie „Zgniłej Pyry”. Trzeba będzie poczytać coś o nim. Sama nazwa rajd „Zgniłej Pyry” brzmi juz intrygująco.
A i jeżeli chociaż przez chwilę w głowie kołatała myśl, że jako kolejne moto będzie jakiś sport to po tym rajdzie odpuszczam to w zupełności. Wole motocykl bardziej uniwersalny, którym będę mógł szybciej śmignąć po asfalcie a w razie konieczności zjechać na mniej uczęszczane drogi. Ale póki co to odległe plany …
poniżej krótka relacja filmowa z rajdu wykonana przez MiśkaTR z firmy FastCar z Gryfina